467 Obserwatorzy
2 Obserwuję
GornaPolka

Górna Półka TVN CNBC

Dla miłośników książek i zwolenników zarabiania zamiast narzekania.

Dlaczego zarabiam mniej?

Noblista Dale Mortensem próbował znaleźć odpowiedź na najbardziej irytujący przejaw prawa Murphy’ego – dlaczego mój sąsiad zarabia więcej. Chyba przy okazji udało mu się znaleźć odpowiedź na zupełnie inne pytanie – czy to prawda, że specjalistom od modeli ekonomicznych płaci się zdecydowanie więcej, niż na to zasłużyli.

 

 

Polskie Towarzystwo Ekonomiczne wykonując potrzebną, ale brudną robotę za którą nikt nie chciał się zabrać wydało książkę laureata nagrody Banku Szwecji im. Alfreda Nobla z 2010 roku. Dzięki temu nie trzeba już udawać na rautach, że owszem, Duńczyk Mortensen jest nam bliski, ale musimy właśnie po angielsku się ulotnić. Chwała za to PTE, nie do końca jestem przekonany, czy nie należałoby mieć odrobiny pretensji do Komitetu Noblowskiego, który w taki sposób rozdziela nagrody.

 

“Dyspersja płac. Dlaczego podobnie pracownicy zarabiają różnie” teoretycznie mogłaby być bestsellerem. Dowiedzieć się dlaczego sąsiad, który wciąż opowiada nieśmieszne dowcipy i wie mniej, niż nasze zbliżające się do wieku szkolnego dziecko – bezcenne. Tym bardziej, że Mortensen już na kilku pierwszych kartkach pozwala nam rozwiać tłamszone głęboko za mostkiem obawy, że to jednak z nami jest coś nie tak. Teraz już możemy odetchnąć. Świat nie jest sprawiedliwy i sprawiedliwie nie rozdziela pensji – potwierdza Mortensen pokazując dowody na to jak różne bywają zarobki osób o bardzo zbliżonych umiejętnościach. 70% różnicy płac to kwestie zupełnie niezwiązane z umiejętnościami – pisze Mortensen. A z czym? Tu pojawia się problem.

 

Duży może więcej. Także płacić. Tyle daje się odczytać ze statystyk. Pracownicy zatrudnieni w korporacjach zarabiają przeciętnie więcej, niż pracownicy z małych firm. Pytanie – dlaczego. Skoro istnieją tacy pracownicy, którzy przy określonych umiejętnościach godzą się pracować za niższą pensję w małej firmie – to korporacja nie powinna płacić więcej, skoro mogłaby mieć tych pracowników co mała firma za zdecydowanie mniejszy, niż obecnie fundusz płac. A jednak płaci. Jeśli rynek jest przejrzysty i efektywny – pracodawcy powinni utrzymywać pensje na najniższym możliwym poziomie, niezależnie od tego, czy pracodawcą jest mała firma, czy korporacja. Dale Mortensen testuje kilka teorii, które mogą dać odpowiedź na pytanie – dlaczego duży płaci więcej. Od teorii rosnącej wraz ze skalą działalności efektywności do mojej ulubionej teorii bumelanctwa, czyli rosnących kosztów kontroli. Im większa firma tym – zdaniem Shapiro i Stiglitza od których Mortensen przejął koncepcję – trudniej wytropić bumelantów. A pracownik wtedy bumeluje, kiedy kara za wykrycie lenistwa jest niska. Skoro nie da się przywrócić kar mutylacyjnych za źle wypełnioną fakturę – pracodawcy próbują skłonić swoich pracowników do sumienności metodą – zapłacę Ci tyle, żeby żal Ci było stracić tę pensję.Im wyższa pensja, tym bardziej dotkliwa utrata tej pensji. Więc tym mniej trzeba kontrolować pracowników. Dość ryzykowna teza, jeśli ktoś miał kiedykolwiek coś wspólnego z bajecznie – w opinii wielu pracowników naukowych – opłacanymi specjalistami od układania płytek w łazience. Najwyraźniej ani Shapiro, ani Stiglitz, ani – co już może dziwić zważywszy na fakt, że armia Polaków, w tym mój własny kuzyn, od lat dorabia w Dani – Mortensen nigdy z polskimi wykończeniowcami się nie zetknęli.

 

  

 

Teoria bumelanctwa to bardzo zgrabne polskie określenie części modelu Shapiro-Stiglitza. Tłumaczenie autorstwa prof. Zbigniewa Matkowskiego, emerytowanego wykładowcy SGH, nie tylko w tym miejscu czyni polskie wydanie książki zdecydowanie bardziej strawnym, niż napisany po angielsku oryginał. Jeśli wierzyć wydawcy, z którym rozmawiałem o książce, polska wersja jest też lepsza merytorycznie. Prof. Matkowski poświęcił tyle uwagi tłumaczeniu, że przy okazji odkrył kilka błędów w wydaniu amerykańskim, które dzięki mailowej korespondencji z autorem udało się prof. Matkowskiemu usunąć.

 

Wróćmy do Mortensena, który próbuje rozwikłać m.in. zagadkę pensji rosnących wraz ze stażem. Wzrost efektywności? Jeśli tak, to dlaczego dodatki stażowe otrzymują np. pracownicy zakładowej straży od lat zajmujący się kontrolą tego kto wjeżdża do firmy. Ich stuprocentowa skuteczność w filtrowaniu niechcianych gości nie może już zostać zwiększona. A 99%-procentowa skończy się szukaniem nowej pracy. Mortensenowi udaje się (nieco bardziej wyrafinowanymi przykładami) obalić tezę o splątaniu stażu z efektywnością. Splątanie stażu z wysokością pensji okazuje się o wiele trwalsze, mimo że trudno je ekonomicznie uzasadnić.

 

Być może pracodawcy płacą pracownikom z dłuższym stażem więcej tylko dlatego, że uważają to za przyzwoite. Ale potrzeby poczucia przyzwoitości, potrzeby godnościowej (jak nazwałby to np. prof. Marek Kosewski, autor książki “Wartości, godność i władza”) nie da się ująć w modelu ekonomicznym. To największa słabość toku rozumowania Mortensena. Mortensenowi wydaje się trudno pogodzić nawet z tezą, że zbiorowości (czyli firmy) nie wykazują się racjonalnością oczekiwań, mimo, że akceptuje przejęty od Samuelsona problem nieefektywności rynku i braku możliwości spełnienia postulatu racjonalności oczekiwań po stronie pracownika.

 

Mortensen analizując stosunki między pracodawcami a pracownikami opiera się na długich szeregach czasowych wygrzebanych z przepastnego archiwum duńskiego banku danych o rynku pracy IDA. Niestety pomija fakt, że o niebo bardziej liberalny rynek amerykański, albo piekielnie sztywny hiszpański, czy grecki, będą się zachowywać inaczej, niż wzorzec spod Kopenhagi. Oczywiście nie podejrzewam Mortensena, że nie wie o tym problemie. Wie, ale nikt na razie nie znalazł rozwiązania problemu – jak matematycznie opisać różnice w regulacji rynku pracy.

 

Jeden z mniej utalentowanych niż Peter Gabriel mieszkańców Ziemi postanowił kiedyś uprzykrzyć fanom Gabriela życie kpiną, że World Music to taka muzyka ludowa, która wszędzie jest nie stąd. Modele makroekonomiczne mają w sobie tyle samo piękna co “Darkness” Gabriela. I niestety jeszcze więcej fikcji, która każe zadać pytanie – po co nam taki model, który wszędzie jest nie stąd?